Siła dobrego: troje na jednego

Drukuj

maas-debate

Troje z czworga kandydatów na szefa Komisji Europejskiej, którzy w ostatni poniedziałek debatowali w Maastricht spotkałem osobiście. Z przyjemnością przekonałem się, że w telewizji wypadają równie dobrze jak w realu, a także – co ważniejsze – że podczas debaty często mówili jeśli nie jednym, to podobnym głosem. To dobrze wróży przyszłej Komisji Europejskiej, która dzięki liberalno-lewicowemu zapleczu w Parlamencie może bardziej odważnie zająć się naprawianiem Unii niż jej zdominowana przez chadeków poprzedniczka.

Akcenty w debacie były oczywiście różnie rozłożone. Martin Schulz zaczął, całkiem rozsądnie, od ataku na spekulantów, którzy doprowadzili do kryzysu finansowego, otarli się o bankructwo i zostali wyciągnięci z opresji dzięki kolosalnej pomocy publicznej. Najwyższy czas, by zwrócili te pieniądze europejskim podatnikom. Ska Keller z Zielonych ujęła sprawę szerzej, w kategoriach ogólnej sprawiedliwości społecznej, a Guy Verhofstadt węziej, zwracając uwagę, że kluczowe dla gospodarczego odrodzenia UE jest silne polityczne przywództwo. Wszyscy troje odróżniali się od Jean-Claude Junckera, który na pytanie o główne wyzwania stojące przed następną Komisją w zasadzie nie odpowiedział.

Podobnie było z odpowiedziami na pytanie o quality jobs, miejsca pracy wysokiej jakości. Juncker powiedział w tym kontekście tylko o zdrowych finansach publicznych oraz o płacy minimalnej – obie rzeczy bez większego związku, bo stan budżetu ma tylko bardzo pośrednie przełożenie na to, gdzie powstają miejsca pracy, a samo podwyższenie płacy (do niskiego poziomu, bo ciągle mowa przecież o minimum) nie sprawi, że praca dostarczyciela pizzy lub sprzątaczki stanie się bardziej satysfakcjonująca. Odpowiedzi opozycyjnej trójki złożyły się tymczasem na dość przekonujący program: zwiększenie potencjału dzięki integracji w sferze energetyki i bankowości (Verhofstadt), inwestycje w edukację i innowacje, przede wszystkim w celu wykorzystania odnawialnych źródeł energii (Keller) oraz pożyczki dla małego i średniego biznesu (Schulz).

Guy Verhofstadt, najbardziej federalistyczny z kandydatów, wyjaśnił na czym polegać ma ściślejsza integracja: wspólny rynek powinien być mniej regulowany, ale Unia powinna mieć więcej wspólnych polityk. Priorytetem jest stworzenie wspólnych rynków usług cyfrowych oraz – temat wraca za sprawą Putina – energii. Keller dodała do tego harmonizację prawa podatkowego, celnie atakując Junckera za to, że rządzony do niedawna przez niego Luksemburg stał się jednym z największych „rajów podatkowych”. Verhofstadt – i było to jedno z niewielu starć wewnątrz postępowej koalicji – wytknął Schulzowi brak poparcia dla koncepcji euroobligacji w Niemczech oraz tendencję do dalszego zwiększania długu publicznego.

Również w kwestii stabilności politycznego zaplecza dla przyszłej Komisji, Juncker był w defensywie. Schulz podkreślał, że instytucja, której obecnie przewodniczy (Parlament Europejski) musi być traktowana bardziej poważnie, liderzy liberałów i Zielonych wypominali chadekom, że w ich szeregach zasiadają Orban, Berlusconi oraz posłowie uparcie głosujący przeciw prawom kobiet.

W dalszej części debaty Martin Schulz skupił się na kwestiach instytucjonalnych, powtarzając że nie chce zostać szefem Komisji Europejskiej w wyniku gabinetowego układu, a jedynie woli wyborców. Podkreślał także, że trzeba skończyć z dominującą obecnie narracją, według której narodowe rządy mają tylko osiągnięcia, a porażki są zawsze udziałem Unii. Kandydat socjalistów opowiedział się także za większą przejrzystością unijnych instytucji, czego przejawem winno być m.in. upublicznienie mandatu negocjacyjnego w sprawie TTIP (transatlantyckie porozumienie o wolnym handlu i swobodzie inwestycji).

Według Verhofstadta UE powinna w najbliższych 5 latach skupić się na ochronie praw użytkowników sieci (łącznie z tzw. prawem do bycia zapomnianym), a także na opracowaniu polityki imigracyjnej czerpiącej z kanadyjskich lub australijskich wzorców. Z kwestii instytucjonalnych powiedział tylko, że połowę kierowanej przez niego Komisji stanowić będą kobiety.

Jedynie w kończącym debatę bloku pytań o politykę zagraniczną Juncker wypadł nie gorzej niż centrolewicowa koalicja: wezwał do większej stanowczości („jeśli Putin tworzy fakty dokonane, to my też powinniśmy”) i zapowiedział wsparcie dla reformatorskiego rządu w Kijowie. Verhofstadt poszedł dalej, zwracając uwagę na to, że również w Rosji istnieje demokratyczna opozycja, którą Unia powinna wspierać. Podniósł także temat Europejskiej Wspólnoty Obronnej, która stanowiłaby najlepszą odpowiedź na rosyjskie zagrożenie. Na tym tle wezwania Ski Keller, by za wszelką cenę uniknąć przemocy i ofiar na Ukrainie zabrzmiały nieco naiwnie.

Podsumowując, półtoragodzinna debata ukazała główną linię podziału w dzisiejszej Unii. Z jednej jego strony są słabi, zużyci rządzeniem, zastygli w pół drogi między państwami narodowymi a zjednoczoną Europą chrześcijańscy demokraci, z drugiej – formacje polityczne zdające sobie sprawę, że tylko ściślejsza integracja Europy jest odpowiedzią na globalne wyzwania XXI wieku. Nie jest to, niestety, podział kompletny: w wyborach startują także przeciwnicy europejskiego projektu oraz lewicowi radykałowie (ich kandydat na szefa Komisji, Alexis Tsipras, nie wziął udziału w debacie), którzy zjednoczoną Europę wyobrażają sobie zupełnie inaczej. Socjal-liberalno-zielona koalicja nie będzie zatem mieć większości, a chadeków nie da się zupełnie odsunąć od władzy. Godząc się jednak na ich dalszy udział w wielkiej, umiarkowanie proeuropejskiej, koalicji należy mieć jednak nadzieję, że u steru będzie ktoś bardziej odważny. Liberał. Albo przynajmniej socjalista.

Czytaj również