Myśli o Gierymskim

Drukuj

W warszawskim Muzeum Narodowym ruszyła retrospektywna wystawa Aleksandra Gierymskiego – dowód na to, że Europa stanowiła całość nawet w dobie podsycanych nacjonalizmów i celowego akcentowania różnic między krajami.

Europejskość Gierymskiego nie sprowadza się do malowania popularnych podróżniczych motywów (włoskie pejzaże), ani do zaabsorbowania monachijskiej maniery, wzbogacenia o lokalne motywy i zamienienia jej w nudną komercję (jak uczyniła większość studiujących w stolicy Bawarii Polaków). Jak w przypadku każdego wielkiego malarza, twórczości Aleksandra nie da się w całości przypisać do żadnego z dominujących nurtów.

Obrazom na wystawie towarzyszy mapa podróży studyjnych. Oprócz Monachium, gdzie studiował są na niej Wiedeń, Lwów, Wenecja, Rzym, Paryż, Kraków, Padwa, Amalfi, Kufstein… W większości z wymienionych miast uczestniczył w wystawach i znajdywał odbiorców. Działo się to w warunkach zbliżonych do obecnych – przekraczanie granic nie było problemem i często nie wiązało się nawet z koniecznością wymiany pieniędzy, bo od końca włoskiego półwyspu po plaże Ostendy rozciągała się łacińska unia monetarna.

Druga odnosząca się do współczesności refleksja dotyczy zagranicznych studiów i ich pozytywnego wpływu na rozwój jednostki i społeczeństw. Inaczej niż w czasach Gierymskiego, nie są one dziś zarezerwowane dla nielicznych. W ciągu 26 lat z programu Erasmus wzięło udział ponad dwa miliony Europejczyków, z czego ok. 140 tysięcy stanowią Polacy. Wymiany studenckie otwierają na różnorodność i tworzą poczucie wspólnotowości. Na całe szczęście, pomimo cięć budżetowych Parlament Europejski zagwarantował kontynuację programu. Erasmus ma jednak również pewne słabości. O ile na płaszczyźnie integracyjnej, jak również w kształceniu kompetencji miękkich (np. elastyczności), można mówić o pełnym sukcesie, o tyle merytoryczne efekty kształcenia, jak przyznają sami stypendyści, są wątpliwe. Zarówno program Erasmus+ jak i cały Proces Boloński przy swoich słusznych założeniach wymagają korekty. W przypadku programów stypendialnych należy dążyć do tego, aby miały one w większym stopniu charakter bardziej seminaryjny, poświęcony jednemu zagadnieniu.

chlopek-snopek

Historia Gierymskiego ma też w sobie typowo polski, pesymistyczny wątek. Po licznych podróżach, wystawach w Rzymie, Wiedniu i Paryżu, w 1893 przyjeżdża do Krakowa, gdzie przez półtora roku bezskutecznie zabiega o posadę w tamtejszej akademii – by ostatecznie na stałe wyjechać do Włoch (pewnym pocieszeniem jest to, że właśnie wtedy powstał jeden z jego najbardziej udanych obrazów – Chłopiec niosący snop). Zmarł w 1901 roku w wieku zaledwie 50 lat, a polska publiczność odkryła go dopiero dwadzieścia lat po śmierci. Można powiedzieć, że nie był on jedynym artystą niedocenionym za życia. Można winić zaborców za brak odpowiednich warunków dla rozwoju talentów (co jest sporym nadużyciem, bo krakowska akademia była obsadzona polskimi profesorami i to oni bronili bezpiecznej dulszczańskiej nudy). Można jednak także zapytać, czy dzisiejsza Polska stwarza odpowiednie warunki do rozwoju talentu i jego późniejszej realizacji? Czy daje odpowiednie zaplecze instytucjonalne (przede wszystkim w mniejszych ośrodkach), dzięki którym artyści mieliby gdzie wystawiać, a publiczność oglądać coś bardziej ambitnego niż masowo zadrukowywane płótna ze sklepów meblowych? Liczba Polaków pozostających na emigracji i rozważających udanie się na nią nie jest miłym prognostykiem. Dane dotyczące dostępności kultury i uczestnictwa w niej są jeszcze bardziej pesymistyczne.

Czytaj również