Liberalniej o marihuanie

Drukuj

„Jedynym ograniczeniem wolności jednostki powinna być wolność drugiego człowieka” – ta podstawowa zasada liberalizmu nie ma niestety zastosowania w dzisiejszej Polsce. Chodzi oczywiście o prawo zakazujące uprawy konopi indyjskich i posiadania ich suszu. Dręcząc posiadaczy i użytkowników w niczym nie poprawia ono położenia tych, którzy z marihuaną nie chcą mieć nic wspólnego.

gandzia

Od lat wielu mądrych i dojrzałych ludzi – lekarzy, prawników, biznesmenów, filantropów i polityków – powtarza, że marihuana powinna być traktowana tak samo jak alkohol i tytoń, które także są substancjami psychoaktywnymi, co nie przeszkadza w ich uznawaniu przez państwo. Inni dodają, że gandzia ma  szerokie zastosowanie jako środek leczniczy. Polskie państwo, rządzone przez konserwatywnych polityków, pozostaje głuche na te argumenty. Nawet przeforsowanie pozornie liberalnego przepisu o możliwości odstąpienia od ścigania osób, które posiadają niewielką ilość suszu na własny użytek niewiele dało, bo policjanci boją się samodzielnie interpretować, co jest ilością nieznaczną. Polska Sieć Polityki Narkotykowej domaga się więc od dawna odgórnego wyznaczenia tzw. tabeli wartości granicznych – bezskutecznie. Rządowe uniki w tej kwestii są niezrozumiałe: to zupełnie tak samo, jakby dać policjantom możliwość samodzielnego decydowania, czy zatrzymany do kontroli kierowca jest trzeźwy, popełnia wykroczenie, czy już przestępstwo.

Powtórzę: posiadacz paru gramów konopnego suszu nie narusza niczyich dóbr, nie wyrządza nikomu żadnej szkody, we własnej i społecznej świadomości nie jest przestępcą. Praktycznie każdy, łącznie z obecnym szefem rządu, choć raz zapalił jointa (a niektórym innym byłym premierom bardzo by się to przydało ;-). Jednym się to spodoba, drugim nie, ale warto pamiętać, że każdy kto chce zapalić nie będzie miał kłopotów ze znalezieniem dostawcy i towaru. Marihuana funkcjonuje, zwłaszcza wśród młodszej części społeczeństwa, tak samo jak piwo czy papierosy (ja sam miałem z nią największą styczność w amerykańskim college’u, gdzie była tak samo nielegalna, jak alkohol).

Mając to wszystko na uwadze, krokiem we właściwym kierunku jest Europejska Inicjatywa Obywatelska „Weed like to talk”, której losy zależeć będą od liczby zebranych podpisów, lecz także od poparcia w Parlamencie Europejskim następnej kadencji. Jej celem jest sprawienie, by w całej Unii marihuana traktowana była tak samo (bo w warunkach wolnego przepływu osób i braku kontroli granicznych zupełnym absurdem jest stawanie się przestępcą w wyniku przekroczenia czesko-polskiej granicy) – i to możliwie liberalnie. Czynnikiem, na który konieczne należy zwrócić uwagę jest ochrona zdrowia i praw obywatela jako konsumenta. Pozostawiając marihuanę w szarej strefie nie ma się pewności co jakości i czystości suszu. Legalny obrót pozwoli zadbać by do konsumentów trafiał produkt o najwyższym możliwym poziomie tych obydwu cech. Legalizacja pozbawiłaby dochodu organizacje przestępcze i zmniejszyłaby skalę przemytu, który stałby się nieopłacalny.

Należy też wskazać korzyści płynące ze zmiany stanu rzeczy dla państwa. Dochody z podatków i opłat od sprzedaży do celów rekreacyjnych i medycznych będą nie do przecenienia. Kolorado, pierwszy stan USA, który wydał pozwolenie na legalną sprzedaż marihuany w samym styczniu 2014 roku zebrał ponad 3,5 mln dolarów z wyżej wymienionych źródeł.

Warto szukać wspólnych rozwiązań, jak zawsze w sprawach kontrowersyjnych zdania są podzielone i różnorodne. Jednak gdy coraz głośniej słychać głosy o deficycie demokracji w Unii, tym bardziej trzeba korzystać z możliwości, które daje udział w Europejskiej Inicjatywie Obywatelskiej oraz poprzez reprezentantów w Parlamencie Europejskim.

PS: Przypominam i polecam tekst Piotra Beniuszysa na ten sam temat – dokładnie sprzed roku: Sadzić-palić-zalegalizować

foto: Wolne Konopie

Czytaj również