Jak bym głosował (10). ZA ustawą metropolitalną.

Drukuj

Rozwinięty kraj to nie taki, w którym biedacy jeżdżą samochodami, lecz taki, gdzie dobrze sytuowani chcą korzystać z transportu publicznego.

Na ostatnim posiedzeniu Sejmu VII kadencji głosowałbym za ustawą metropolitalną. Dzięki niej jakość życia w podwarszawskich gminach może się znacznie poprawić. Sama ustawa jednak nie wystarczy – konieczne jest także wywieranie nacisku na rząd i władze Warszawy, żeby planując inwestycje pamiętały o mieszkańcach Pruszkowa, Milanówka, Legionowa, Piaseczna, Nowego Dworu i wszystkich innych miejscowości w okolicy.

Aglomeracja warszawska ma dobrze rozwiniętą sieć torów, dzięki którym kolej miejska mogłaby być podstawowym środkiem komunikacji. Siedem linii kolejowych łączy większość dzielnic i podwarszawskich miejscowości. Niestety, pociągi jeżdżą na tyle rzadko, że są zatłoczone. Dotyczy to szczególnie linii radomskiej.

Co z tego, że według rozkładu z Nowej Iwicznej do stacji Śródmieście dojechać można w 30 minut, jeśli pociąg notorycznie się spóźnia i łapie dodatkowe opóźnienie na trasie bo z powodu tłoku wsiadanie i wysiadanie trwa dłużej niż zaplanowano. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy wybierają samochód, czego konsekwencją są wzrost kosztów życia (paliwo), korki i coraz gorsza jakość powietrza. I zero oszczędności czasu.

Warszawa i jej okolice zasługują na spójny system kolei aglomeracyjnej, który stanowiłby wygodną alternatywę dla samochodu i byłby dobrym uzupełnieniem istniejącej już komunikacji publicznej. By tak się stało, pociągi muszą jeździć często, punktualnie i przede wszystkim w równych odstępach czasu. Ich rozkład jazdy powinien być układany dla całej aglomeracji i skorelowany z rozkładem innych środków komunikacji publicznej. Dziś Polskie Linie Kolejowe ustalają rozkład dla poszczególnych przewoźników (WKD, SKM, KM) osobno, a godziny kursowania pociągów nie są uwzględniane przez ZTM.

Również sieć przystanków kolejowych w samej Warszawie wymaga zmiany. Dostosowana jest bowiem do zaludnienia i rozmieszczenia zakładów pracy w latach 60. Od tamtego czasu ludność aglomeracji podwoiła się, a wiele dzielnic zmieniło swoje oblicze. Dlatego należy wybudować nowe przystanki (kasując równocześnie niektóre z istniejących, by nie wydłużać czasu przejazdu) i wygodnie skomunikować je z innymi środkami transportu w Warszawie, a w miejscowościach podwarszawskich stworzyć sieć porządnych parkingów samochodowych i rowerowych. Stacje kolejowe muszą być dostępne dla niepełnosprawnych i rodziców z wózkami; muszą być bezpieczne, a dojście do nich po zmroku nie może budzić strachu. Standardowa odpowiedź polityków na powyższe wyzwania brzmi „oczywiście, pozyskamy na to środki z Unii”. Ale to nie pieniądze są tu najważniejsze, lecz racjonalne planowanie i myślenie w wieloletniej perspektywie.

Czytaj również