Błędne koło nepotyzmu

Drukuj

Lewicowy premier Rumunii nie zdołał doprowadzić do odwołania prawicowego prezydenta – ta wiadomość uspokoiła zachodnioeuropejskich komentatorów i polityków, którzy całkiem na serio zaczęli martwić się o stabilność demokracji w najbiedniejszym kraju Unii. Powody, dla których Victor Ponta nie lubi Traiana Băsescu, są równie liczne i  skomplikowane – a dla zewnętrznych obserwatorów mało istotne – co  animozje między kolejnymi polskimi premierami i prezydentami. Cała historia zaowocowała jednak przenikliwą analizą korupcji i nepotyzmu autorstwa Valeriu Nicolae , opublikowaną jako komentarz  na portalu European Voice.

Szczegółów artykułu Nicolae nie ma sensu referować, bo jest on publicznie dostępny, zwrócę tylko uwagę na parę potencjalnie uniwersalnych kwestii (niektóre z nich explicite pojawiają się w tekście, pozostałe są moim dopowiedzeniem).

Po pierwsze, ignorowanie moralnych, prawnych i merytorycznych standardów jest cechą systemu, a nie tylko niektórych jego uczestników. W Rumunii, Traian Băsescu doszedł do władzy pod hasłami walki z postkomunistyczną korupcją i nepotyzmem – a następnie bez cienia skrępowania wprowadził do Parlamentu Europejskiego własną córkę (na zdjęciu), wcześniej zapewniając jej szybką ścieżkę przekwalfikowania z modelki na ekonomistkę. Prezydenckie ugrupowanie PDL oficjalnie zaprotestowało przeciwko tej kandydaturze (przez co panna Elena wystartowała w wyborach jako „niezależna”), ale nieoficjalnie wielu jego członków dostało nakaz głosowania na córkę szefa. W Polsce, istotę przejmowania złych nawyków od politycznych przeciwników trafnie i dosadnie opisał pod koniec lat 90. Jarosław Kaczyński, zapytany o to, jaki nurt dominuje w AWS: Teraz, Kurwa, My!

Po drugie, z punktu widzenia dobra publicznego – jakkolwiek cynicznie to nie zabrzmi – problemem jest nie to, że dzieci i protegowani polityków dostają intratne posady, lecz to, że okazują się niekompetentni (albo po prostu leniwi, co, skoro są „nie do ruszenia”, nie powinno dziwić). Tą niekompetencją utrzymują swoje nieszczęsne Rumunie, Konga (i niektóre polskie powiaty) w stanie permanentnego niedorozwoju, utrzymując w ruchu błędne koło nepotyzmu – system, w którym kariera polityczna jest jednym z niewielu sposobów na prowadzenie dobrego życia. W państwach bogatszych (i w społeczeństwach, gdzie nawet załatwioną po znajomości pracę wykonuje się rzetelnie) nepotyzm występuje niekoniecznie rzadziej (pomyślmy o politycznej dynastii Bushów w USA), ale mniej szkodzi.

Po trzecie, oczekiwanie samooczyszczenia jest co najmniej naiwne. Cytowany przez Nicolae prominentny – a także chwilowo nietrzeźwy i dzięki temu szczery – rumuński polityk stwierdził, że szanse na wybór na szefa partii ma tylko ten, kogo koledzy będą w stanie szantażować – bo w innym wypadku staliby się zbyt łatwym celem jego sanacyjnych działań. Ta brutalnie oczywista konstatacja rzuca nowe światło na praktyki rządzące dwiema ponoć najbardziej „wewnętrznie demokratycznymi” polskimi partiami – PSL i SLD – i każe się zastanowić, czy praktyczna nieusuwalność liderów pozostałych ugrupowań nie ma przypadkiem swoich dobrych stron.  

Tak czy owak, ostatecznym lekarstwem na korupcję i nepotyzm jest zachowanie wyborców. W Rumunii większość jest tak zniechęcona do polityki, że nie głosuje – przez co w parlamentach kolejnych kadencji zasiadają ci sami skorumpowani posłowie, zmieniający w miarę potrzeby partyjne barwy. W Polsce jest nieco lepiej, choć w ponurym obrazie naszkicowanym przez Nicolae zbyt wiele elementów wydaje się dziwnie znajomych.

Czytaj również
  • kate

    Jak rozumiem autor nie widzi analogii w rządzie Tuska? Afera za aferą. Sprawa Amber Gold nie jest jakimś ewenementem. Wszystko wskazuje na to, że jest to chwilowa odsłona kotary za którą działają ludzie z PO i każdy kto aktywnie uczestniczy w życiu w naszym kraju wie jakie mechanizmy rządzą publicznymi pieniędzmi. To ,że afera Amber Gold wyszła to zasługa wewnętrznych rozgrywek i dotąd konsekwentnie niszczony przez hegemona konkurent pokazał ,że nadal ma siłę i układy ze służbami które poinformowały go jak może dać liderowi prztyczka w nos.

    Jest w Polsce kilka milionów ludzi którzy żyją z publicznej kasy, czy poprzez wynagrodzenie na umowę o prace, dzieło, zlecenie czy intratny kontrakt z urzędem, spółką zarządzaną przez samorząd itp. To jest armia płatnych wyborców którzy żerują jak pasożyt na zdrowym organizmie i wiedzą ,że na otwartym, pozbawionym układów rynku pracy są mierni i nie mają szans na zatrudnienie na tak lukratywnych warunkach jakie mają dzięki PO. Dokładnie na tej samej zasadzie trwał PRL, czyli kasta „swoich” trzymała za pysk i okradała pozostała resztę „głupków” którzy na nich pracowali, a jak ktoś za bardzo podskakiwał to zajmowało się nim SB UB czy czasem rozpuszczanie plotek przez „klikę”.